Od lat jeżdżę na nartach i pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Dramat :( W środę decyzja o wyjeździe, w czwartek rezerwacja hotelu, w piątek zakup nowych nart (stare miały 13 lat !!!), w sobotę wyjazd. Niedziela - pierwszy dzień na stoku, pierwsze zabawy z nowymi nartami, wyczucie, frajda zabawa. Ulubiony wyciąg, ukochana trasa, jeden mały błąd i upadek. Uderzenie z impetem w kolano, wykręcenie nogi, niewypięta narta i ból. Mąż zdjął mi nartę, ściągnął buta, ból zaczął odpuszczać. Będzie dobrze. Po chwili wyrasta nie wiadomo skąd ratowniczka, sprawdza czy wszystko ok, czy dam radę. Ja nie dam rady ? Dam ! Ubrałam buta, stanęłam na nogę i wtedy stwierdziłam, że nie dam rady. Może gdybym zacisnęła zęby, to zjechałabym do następnego wyciągu i do kolejnego, żeby dojechać do domu, ale mogłabym sobie zrobić większą krzywdę. Zdecydowała, ze nie dam rady. Przyjechał tobogan, zwieźli mnie do stacji wyciągu, tam na takie specjalne sanie z daszkiem przymocowane do skutera, do kolejki. Wagonikiem do dół na noszach, z wyciągu do karetki, karetką do kliniki. Tam pan doktor ortopeda mnie obejrzał, zrobił mi prześwietlenie, stwierdził, ze to tylko skręcenie, nic nie jest uszkodzone, ani zerwane, ani złamane, nałożył mi ortezę, dał kule. Na drugi dzień pojechaliśmy do kontroli i po wyniki. Wszystko oczywiście bezgotówkowo przez ubezpieczenie. Tyle lat ile jeżdżę na nartach na każdy wyjazd wykupuję ubezpieczenie - jako talizman. Teraz się przydało.
A teraz siedzę, czytam, odpoczywam, piję w barze na parterze Bombardinio, albo Aperol i mam full relax, a mój Mąż jeździ. Jest lepiej, umiem już sama ubrać buta i skarpetkę :) Wczoraj o kulach byłam nawet na jednej trasce, gdzie mój Mąż ćwiczył telemark.
Musze się szybko zregenerować, bo na długi weekend znó wyjazd ze zwiedzaniem, więc noga musi być sprawna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chorowanie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 12 kwietnia 2018
czwartek, 1 lutego 2018
Szpital
Dziś na własnej skórze odczuwam co to znaczy "znaleźć miejsce w szpitalu". Mój tato od kilku lat choruje na zatoki. Dwa razy miał zabiegi u kilka lat spokoju. Niestety teraz wszystko wróciło. I o ile do laryngologa dostał się bez problemu (jedyne 3 tygodnie oczekiwania), tym im dalej tym gorzej. A dziś to już szok totalny. Laryngolog dała skierowanie na KT zatok. I zaczęłam wydzwaniać po miejscach, gdzie to można zrobić. Najwcześniejszy termin jaki udało mi się ustalić połowa maja. Zadzwoniła do Luxmedu - prywatna wizyta na drugi dzień - jedyne 300 zł. Wolałam zapłacić i żeby wiedzieć co dalej. Wynik był po 4 dniach - mało optymistyczny, bo zatoki całkowicie zatkane - szczerze mówiąc nie wiem jak ten mój tato oddycha. Z wynikami laryngolog przyjęła tatę bez zapisów i bez kolejki i dostał skierowanie do szpitala na operację FESS (udrażnianie zatok) No i dziś zasiadłam do komputera i telefonu, żeby znaleźć mu szpitale. Pierwszy telefon do szpitala termin - grudzień 2022 !!! No więc inne szpitale i najwcześniejszy termin to grudzień 2020 !!! Ludzie, na jakim my świecie żyjemy ??? Zadzwoniłam do prywatnej kliniki - zabiegi na NFZ na styczeń 2021, zapytałam o cenę zabiegu prywatnie - całkowity koszt z narkozą, zabiegiem i pobytem w szpitalu - 5.300,00 zł. Czy to jest naprawdę aż tak dużo, żeby NFZ robił problem z zapłaceniem za takie zabiegi ? Mój tato całe życie pracował, teraz z emerytury też potrącają mu na NFZ i co min. 3 lata ma się męczyć, żeby trafić do szpitala. To jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.
P.S. Moją mamę chwyciła rwa, od dwóch tygodni bierze leki i zastrzyki i wczoraj dostała skierowanie do neurologa. Najbliższy termin ? 30 kwietnia !!! W Luxmedzie na jutro za 139 zł.
P.S. Moją mamę chwyciła rwa, od dwóch tygodni bierze leki i zastrzyki i wczoraj dostała skierowanie do neurologa. Najbliższy termin ? 30 kwietnia !!! W Luxmedzie na jutro za 139 zł.
Subskrybuj:
Posty (Atom)