Zaczęłam końcowe odliczanie.
Wszystkie badania zrobione, wyniki odebrane, dziś zamykam sprawy biznesowe, jutro domowe i pakowanie. Jutro po południu wyjeżdżamy do Głuchołaz. Do szpitala "Na dobre i na złe", gdzie mam zameldować w piątek o 7.30.
Mam nadzieję, ze wszystko przebiegnie bez komplikacji i w sobotę będę w domu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolano. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 sierpnia 2018
wtorek, 19 czerwca 2018
Znów o szpitalu
Tak, nie mogę się uwolnić od tematu. Od zeszłego roku ciągle coś. Tym razem ciągnie się temat mojej nogi. Tak, tak, minęły dwa miesiące, a ja nadal niesprawna. Zaniepokoiło to lekarza i wysłał mnie na MR. Dzięki pracodawcy mojego Męża za LUXmed - po kilku dniach miałam wynik w ręku. Ale dobrze nie jest. Wiązadła niby całe, a jednak trochę poharatane, pęknięta łąkotka, której kawałek się przemieścił pod kolano - konieczna artroskopia ! Na NFZ - ok. 2 lat, ze skierowaniem pilne ok. 10 miesięcy ! W końcu jednak byłam na tych nartach ubezpieczona, pójdę, zrobię prywatnie, zapłacę i przedłożę ubezpieczycielowi rachunek.
Plan gotowy, umówiłam się na prywatną wizytę do polecanego specjalisty, który miałby mi to zrobić. I on mi wczoraj mówi, że może mi zrobić artroskopię na NFZ w ... połowie sierpnia !!!
Tak, tak ! Bez żadnych znajomości, bez żadnych lewych wcisków do kolejki ! Otworzyli niedawno nowy szpital, on zaczyna tak pracę od 1 lipca, mają kontrakt z NFZ, ale nie mają jeszcze obłożenia. No i województwo inne, ale to tylko 85 km. Prywatnie mogę mieć zabieg ok. 17 lipca, na NFZ ok. 12 sierpnia. Ten miesiąc mnie nie zbawi.
Najważniejsze będzie, czy zrobi mi tylko łąkotkę, czy będzie konieczna będzie rekonstrukcja tylnych krzyżowych, od tego zależy, czy przyszły sezon spędzę na nartach, czy nie ...
Plan gotowy, umówiłam się na prywatną wizytę do polecanego specjalisty, który miałby mi to zrobić. I on mi wczoraj mówi, że może mi zrobić artroskopię na NFZ w ... połowie sierpnia !!!
Tak, tak ! Bez żadnych znajomości, bez żadnych lewych wcisków do kolejki ! Otworzyli niedawno nowy szpital, on zaczyna tak pracę od 1 lipca, mają kontrakt z NFZ, ale nie mają jeszcze obłożenia. No i województwo inne, ale to tylko 85 km. Prywatnie mogę mieć zabieg ok. 17 lipca, na NFZ ok. 12 sierpnia. Ten miesiąc mnie nie zbawi.
Najważniejsze będzie, czy zrobi mi tylko łąkotkę, czy będzie konieczna będzie rekonstrukcja tylnych krzyżowych, od tego zależy, czy przyszły sezon spędzę na nartach, czy nie ...
czwartek, 12 kwietnia 2018
Gdzieś na wyjeździe
Od lat jeżdżę na nartach i pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Dramat :( W środę decyzja o wyjeździe, w czwartek rezerwacja hotelu, w piątek zakup nowych nart (stare miały 13 lat !!!), w sobotę wyjazd. Niedziela - pierwszy dzień na stoku, pierwsze zabawy z nowymi nartami, wyczucie, frajda zabawa. Ulubiony wyciąg, ukochana trasa, jeden mały błąd i upadek. Uderzenie z impetem w kolano, wykręcenie nogi, niewypięta narta i ból. Mąż zdjął mi nartę, ściągnął buta, ból zaczął odpuszczać. Będzie dobrze. Po chwili wyrasta nie wiadomo skąd ratowniczka, sprawdza czy wszystko ok, czy dam radę. Ja nie dam rady ? Dam ! Ubrałam buta, stanęłam na nogę i wtedy stwierdziłam, że nie dam rady. Może gdybym zacisnęła zęby, to zjechałabym do następnego wyciągu i do kolejnego, żeby dojechać do domu, ale mogłabym sobie zrobić większą krzywdę. Zdecydowała, ze nie dam rady. Przyjechał tobogan, zwieźli mnie do stacji wyciągu, tam na takie specjalne sanie z daszkiem przymocowane do skutera, do kolejki. Wagonikiem do dół na noszach, z wyciągu do karetki, karetką do kliniki. Tam pan doktor ortopeda mnie obejrzał, zrobił mi prześwietlenie, stwierdził, ze to tylko skręcenie, nic nie jest uszkodzone, ani zerwane, ani złamane, nałożył mi ortezę, dał kule. Na drugi dzień pojechaliśmy do kontroli i po wyniki. Wszystko oczywiście bezgotówkowo przez ubezpieczenie. Tyle lat ile jeżdżę na nartach na każdy wyjazd wykupuję ubezpieczenie - jako talizman. Teraz się przydało.
A teraz siedzę, czytam, odpoczywam, piję w barze na parterze Bombardinio, albo Aperol i mam full relax, a mój Mąż jeździ. Jest lepiej, umiem już sama ubrać buta i skarpetkę :) Wczoraj o kulach byłam nawet na jednej trasce, gdzie mój Mąż ćwiczył telemark.
Musze się szybko zregenerować, bo na długi weekend znó wyjazd ze zwiedzaniem, więc noga musi być sprawna.
A teraz siedzę, czytam, odpoczywam, piję w barze na parterze Bombardinio, albo Aperol i mam full relax, a mój Mąż jeździ. Jest lepiej, umiem już sama ubrać buta i skarpetkę :) Wczoraj o kulach byłam nawet na jednej trasce, gdzie mój Mąż ćwiczył telemark.
Musze się szybko zregenerować, bo na długi weekend znó wyjazd ze zwiedzaniem, więc noga musi być sprawna.
Subskrybuj:
Posty (Atom)